Herbata o smaku mango i truskawki, ciepła para unosiła się nad filiżankami. Ukradkowo wymieniały się spojrzenia i od czasu do czasu wplatał dotyk. Uśmiechy odbijały się od dwóch zarumienionych od zimna twarzy, szczere.
Nowy Świat oblał się ciepłym światłem latarni ulicznych, a zwykła ławka była magiczna. Muśnięcia o smaku toffi na policzkach i dotyk ust o usta pod osiedlem. Długie trwanie przy sobie i niechęć rozstawania się. Ociąganie się przy odejściu. Nieprzytomny, błyszczący wzrok przy samotnym powrocie.
To się chyba nazywa miłość?...
Chyba trochę tak.
Trochę bardzo.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
nienawidzę was coś za dobrze się beze mnie bawicie
OdpowiedzUsuńUKE!
OdpowiedzUsuń