siedzę przy otwartym oknie w ciepłym swetrze o przydługich rękawach.
upajam się tytoniem, cichymi dźwiękami trip-hopu i myślę.
ten weekend był obfity w zdarzenia. ufna rozmowa z dziadkiem, później przewidywalna porażka - tak, zagrałam w otwarte karty. i przegrałam. długo jeszcze siedziałam na zielonym ogrodzeniu, uspokajając galaretowate nogi i ucisk w gardle. dobrze mieć przyjaciela, któremu można popłakać w słuchawkę.
potem rzuciłam się w wir pracy i... seksu. to chyba to, czego teraz potrzebuję.
- poproszę marlboro mentolowe
- i prenumeratę barbie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz