Naprawdę nie lubię zimy. Pomyślałam tak, kiedy po wysłaniu czułego sms'a otrzymałam jakże ambitną i olewczą odpowiedź "O KURWA, ILE ŚNIEGU!". Jednak kiedy po jakimś czasie zrobiłam sobie herbatę i zerknęłam za okno, wstrzymałam się z przęłknięciem earl-greya. Było naprawdę pięknie. Gałęzie obsypane białą pierzyną i wszechobecne gwiazdeczki.
Oczywiście, znów ignoruję sobie zajęcie się nauką, bo godzina późna. Nie szkodzi, naprawdę. Chyba notka nie zajmie mi całego wieczoru. Patrzę niezbyt poruszonym wzrokiem, jak płynny wosk wylewa się melancholijnie z małej, pachnącej orchideą świeczki. Że na komputer, to pominę, skupmy się na czymś mało ważnym, skupmy się na świeczce. Dostałam ją od Mojej. Ale jeżeli będę każdego wieczoru ją zapalać, to już niedługo mi się skończę. Muszę pomyśleć o kolejnej, bo czym ja będę pokój oświetlać? Lampki nie są takie klimatyczne. I są drogie. O, wosk rozlał się w taką śmieszną rzeczkę, na końcu widać kształt serduszka. Muszę uprać skarpetki i sprzątnąć książki z podłogi. Boże, dlaczego komfortowa potrzeba życia w porządku ostatnio nie daje spokoju mojemu sumieniu? Chyba trochę się przywiązałam do względnego ładu. A jeżeli to, co teraz tkwi w moim pokoju, jest ładem, to ja jestem wzorową uczennicą. Ha, ha. Fajny kawał.
Ale chcę już marzec, przysięgam. Cholernie chcę marzec. Nie będę miała już japońskiego w soboty - tak, zrezygnowałam z japońskiego. Na razie na dobre. Czemu? Nie wiem. Nie chcę, tak po prostu. Szkoda tylko, że marzenie okazało się dziecinnym kaprysem. Mam do siebie trochę żalu o te półtora roku. Nie szkodzi... Za trzy tygodnie do psychiatry. Szczerze mówiąc, to odliczam, bo mam chyba nadzieję, że coś ruszy, że da mi jakieś prochy. Bo mam dosyć powoli każdego dnia - głośno się śmieję, a po minucie odwracam się plecami i płaczę po cichu bezgłośnie w rękaw. Chcę marzec, chcę kwiecień i maj. Chcę dłuższych dni i większej swobody. Chcę przekonać ich, że nic mi się złego nie stanie, jeżeli będę wracać do domu tą głupią godzinę (a może dwie?) później. Naprawdę, kiedy od czasu do czasu spotykam się z tymi ludźmi, którzy działają... Kiedy im pomagam, kiedy czuję się choć trochę przynależna do tej grupki, to czuję się silniejsza. Czuję, że będę w stanie w przyszłości walczyć o wiele rzeczy. Że jest o co, że jest sens w tym wszystkim. Choć troszkę. To miłe odnajdywać niekiedy krztynę wiary w pozornie zwykłych rzeczach.
Dwadzieścia cztery godziny to stanowczo za mało, zważając, że nauczyciele wymagają, by każdego przedmiotu uczyć się systematycznie - a że jest ich trochę, to i czasu potrzeba, żeby się nauczyć. Mimo to mamy tego czasu mało, a ja go tak bezczelnie marnuję, pisząc notkę na blogu. Myślę jednak, że coś w tym jest i powinnam pisać.
Noc jest taka cicha, zakłócana tylko cichym szumem lekkiego, przenikliwego wiatru i bezgłośnym opadaniem płatków śniegu. Trochę to piękne...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz