Blednę.
- Mamoru, masz czasem tak, że czujesz się nikim?
- Czasem wręcz identycznie, jak ty.
- Nie żartuj, przecież jesteś pełen życia!
- Ty podobnie.
- Z pozoru!
- No, właśnie...
- Sugerujesz, że żyję, karmiąc siebie i innych kłamstwami...
- A tak się upierałaś, że nie jesteś inteligentna. Idź już spać, proszę.
Bo to miło pogadać czasem ze zmyślonym przyjacielem. Zawsze rozwieje Twoje wątpliwości! Poszłam spać, tak jak mnie poprosił, ale obudziłam go o czwartej nad ranem. Głośny krzyk przeciął pachnącą goździkami przestrzeń. Nie było go. Poszedł gdzieś. Dopiero kiedy zasypiałam spowrotem, poczułam w podświadomości, jak głaszcze mnie uspokajająco po głowie.
Powiedziałam dziś po zajęciach, że chcę zrezygnować i nie przyjść już na następny semestr japońskiego. Jako jedyna zaczęłam się po chwili pakować, uniosłam wzrok dopiero, kiedy zrozumiałam, że trwa taka piekielnie straszna cisza. Trzy zaskoczone, smutne buzie patrzyły na mnie, jakby z niedowierzeniem. Relacje międzyludzkie to ogromna tajemnica życiowa, tak myślę. Widzimy się jedynie na zajęciach, a mimo to wszyscy nagle ucichliśmy. Poprosiły, żebym się zastanowiła, przemyślała. Łzy zbierające się w kącikach oczu sprawiły, że już wiedziałam - nie muszę się zastanawiać. Zostanę. Trudno. Wciąż nie mogę się nadziwić, jak diametralnie można zmienić swoją decyzję. Dziękuję za sensowne argumenty. Naprawdę.
Rozczarowanie też jest dziwne. Takie nagłe, spadające jak kamień na plecy. I wtedy cholera bierze fakt, że przed chwilą malowało się oczy - ciemne, słone smugi wydostają się na zewnątrz wraz z tłumionym usilnie, piskliwym szlochem. Po raz pierwszy tak trudno jest płakać po cichu.
Każda noc to myśli, za dużo myśli. Za dużo wyrzutów, jednakże zaczynam powoli lubić tą porę doby. Wtedy mogę być sobą - nieważne, jak beznadziejną i bezsensowną, jak mało znaczącą w przestrzeni dużego, przytłaczającego łóżka. Nawet głośniejszy dźwięk przynosi tylko efekt jeszcze większej ciszy, ewentualnie echa. Dużo milczę, powoli także i za dnia. Być może Ania zauważyła, kiedy bezmyślnie cichłam, bawiąc się łyżeczką, bądź dla zabicia bezczynności cykając zdjęcia czemu popadnie. Myślę, że to dobrze. Że spotkałam się z kimś, próbując zapomnieć na chwilę. Nie zapominam - ale wypełniam sobie czas czymś innym, niż tylko bezsensownym gapieniem się w jeden punkt. Aniu, Tobie też dziękuję.
Mama jakaś taka inna. Wyrozumialsza. Nie jest ślepa, widocznie. Mam nadzieję, że to nie tak na chwilę. W ogóle, coraz częściej myślę (och, ta czynność szkodzi...) o tym psychiatrze. Jak to będzie, czy będą te prochy, czy co. I dlaczego tak długo? Chciałam dzisiaj zrobić niemiecki, ale czuję, że za chwilę padnę na łóżko i zasnę. Jutro... może jutro. Każdy następny dzień jest dla mnie kwestią wątpliwą.
Czemu?
Ojej. Nie ma za co. Choć i tak pewnie nie wiem o co chodzi. Było zajebiście. A i ja dziękuję :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, za jakże gejowskiego buziaka.
OdpowiedzUsuń