Dlaczego ja tak rzadko tutaj piszę? Z racji nieprzemijającej melancholii, powinnam przelewać smutek w słowa i chociaż w ten sposób sobie pomagać, bo doskonale wiem, że opisywanie uczuć w tekście i ogólne pisanie o sobie i swoim dniu przynosi mi pewną ulgę. I co? Czy korzystam z tego często? Nie. Pytanie, czemu? Ja wiem - ja zwyczajnie mam lenia.
Ojciec kupił laptopa i mam już cały komputer dla siebie. Kierowany wyrzutami sumienia, zakupił mi również nowy, płaski monitor - oczywiście, trochę za późno, bo dzięki temu staremu nabawiłam się wady wzroku i okulary są konieczne. Ale jak to się mówi, liczą się chęci? Mhm.
Coraz częściej przyłapuję się na tym, że myślę o wyjeździe do Londynu. Może dlatego że to coraz bliżej, jeszcze tylko trzy miesiące. Skłamałabym, mówiąc, że się nie boję. Boję się tego wyjazdu. Boję się, że nie dogadam się z rodziną, z którą będę mieszkać przez te banalne cztery dni, boję się, że w czasie podróży stanie się jakiś wypadek, że ktoś mnie okradnie (ojciec skutecznie zaczął mi gadać o londyńskich nożownikach. Uwielbia mnie chyba straszyć). Jestem przepełniona lękiem. Za miesiąc idę do psychiatry, dostałam skierowanie od psychologa. Słodko, nie? Ale ja się cieszę. Może coś pomoże, przepisane mi będą jakieś psychotropy czy leki. Pokładam nadzieję w jakichś ohydnych lekach, rany boskie. A Uma Thurman i John Travolta rozświetlają aurę swoim tańcem, który uwieczniony mam na kalendarzu od Mojej (i tylko Mojej, do cholery. Tak, zazdrość też ostatnio jest uczuciem, które mnie nawiedza). Pograłabym sobie w Simy, gorzej że mój komputer jest tak stary, że nie spełnia większości wymagań tejże gry. Na now muszę nieco poczekać (zakład, że będę mieć już The Sims 3, zanim tata kupi mi nowy? Ha, ha!). Dodatkowo coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że stary akustyk cioci pamięta Związek Radziecki i nie nadaje się już do gry. Szkoda.
Aktualnie leżę chora z klawiaturą i myszką w łóżku. Wczoraj po wycieczce klasowej do ZOO od razu padłam spać. Obudziłam się otępiała, ze stanem podgorączkowym, wstrętnym katarem i bolącym gardłem. Dzisiaj muszę się podkurować, bo jutro na edukacji teatralnej odgrywamy w grupach scenki z Romeo i Julii, a jeżeli mnie nie będzie, to pani ukatrupi cały mój team - bo to ja nawijam najwięcej. Ciekawszych odsyłam do tegoż szekspirowskiego dzieła, a dokładniej drugi akt, scena również druga. Gram Merkucjo, jak tak się zastanowiłam, to naprawdę jest to całkiem ciekawa postać. To coś więcej niż słodki, grzeczny Pinokio ze świątecznej sztuki (dotąd pamiętam, jak Ola w ostatniej scenie zapiszczała i rzuciła się na mnie z takim zapałem, że zgniotła mi papierowy nos... Grunt, że tylko ten papierowy!). Oczywiście, "Czy aby na pewno..." odniosło spory sukces. Spotkaliśmy się z dużym zapałem uczniaków i dużymi salwami śmiechu. To mi się podobało! Więcej takich sztuk. Jedyny problem w tym, że nie wszystkie klasy to widziały (a dlaczego, to nie mnie pytać. Pojęcia nie mam!).
Za chwilę zrobię sobie po raz enty herbatę z cytryną i poszperam po lekach. Chociaż coś czuję, że jednodniowa kuracja nie zakończy się sukcesem. Cóż, ewentualnie pójdę tylko na edukację teatralną, która jutro jest ostatnią, siódmą lekcją na naszym planie.
Tata kupił ciasto francuskie. Eksperymentowałam - parówki z serem w cieście oraz ciasteczka z powidłami. Nie przepadam za powidłami, ale na cieście francuskim były pycha. Tata twierdzi, że opakowanie takiego ciasta kosztuje niecałe dwa złote - tak więc gdy go przekonam, żeby ponownie udał się do Biedronki, ciastek będzie więcej.
W ogóle! Ostatnio zachciało mi się grać w Monopoly, którego nie widziałam od przeszło już chyba... Trzech lat? Od czasu przeprowadzki z Zakroczymia do Warszawy. Gra jest gdzieś na pewno, pytanie, gdzie. Znając mój dziki fart, jest zakopana w jakiś worze, w najgłębszym kącie naszej ciasnej piwnicy. Super.
Chyba trochę mi lżej. Troszeczkę, ale zawsze.
Cholera, muszę częściej pisać!
środa, 11 lutego 2009
to show you never can tell.
Etykiety:
ciasto francuskie,
Londyn,
merkucjo,
pinokio,
psychiatra,
romeo i julia,
teatr
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Biedny Apap, zaraził się od rodziny w zoo. : <
OdpowiedzUsuńAle jutro będziesz, ne?
Pisz częściej, pisz! Haha, Romeo :3 Want to see :3 Na siódmej mam niestety religię . _ .
// Katsu~